Prognozy zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce mogą być przeszacowane, jeśli nie uwzględniają zmian demograficznych oraz rosnącej szybko autokonsumpcji energii elektrycznej. Coraz więcej analiz wskazuje, że spadek liczby ludności, kurczący się rynek pracy i rosnąca autokonsumpcja energii mogą w istotny sposób ograniczyć przyszłe zużycie prądu.
Według danych przywoływanych przez ekspertów, krajowe zużycie energii elektrycznej netto rosło w ostatnich latach bardzo powoli - w latach 2021–2025 zwiększyło się jedynie o ok. 1,2 TWh. Tymczasem oficjalne prognozy zakładają wejście w okres szybkiego wzrostu zapotrzebowania już od 2027 roku, nawet o 3-7 TWh rocznie.
Demografia kontra prognozy energetyczne
Jednym z kluczowych problemów jest to, że scenariusze zapotrzebowania na energię nie uwzględniają spadku liczby ludności oraz zmniejszającej się liczby osób w wieku produkcyjnym. Tymczasem według prognoz GUS z 2023 oraz jej aktualizacji z listopada 2025 roku oba te trendy będą wyraźne w najbliższych kilkunastu latach.
- Prognozy zużycia energii w Polsce wciąż opierają się na założeniach wzrostu gospodarczego i liczby ludności, które przestają być aktualne. Spadek populacji, starzenie się społeczeństwa oraz rosnąca autokonsumpcja energii z OZE oznaczają, że realne zapotrzebowanie na prąd może być znacząco niższe, niż zakładają rządowe scenariusze. Ignorowanie tych trendów grozi inwestycjami infrastrukturalnymi w systemie energetycznym, które przekształcą się w koszty osierocone i wzrostem kosztów dla odbiorców. Powinniśmy wyciągnąć wnioski z nietrafionych inwestycji w nowe bloki węglowe w elektrowniach Turów, Opole, Jaworzno oraz Kozienice – podkreśla Kuba Gogolewski, dyrektor programowy Fundacji Mission Possible.
Jeśli populacja maleje, a społeczeństwo szybko się starzeje, maleje też liczba konsumentów energii, pracowników, a co za tym idzie spada tempo wzrostu gospodarczego - a to bezpośrednio wpływa na zapotrzebowanie na prąd. W efekcie istnieje ryzyko, że część planowanych inwestycji w nowe moce wytwórcze okaże się nadmiarowa.
Europa pokazuje podobny trend
Podobne zjawisko obserwowane jest w wielu krajach Unii Europejskiej. W Hiszpanii zużycie energii elektrycznej w 2025 roku było niższe niż w 2007, mimo wzrostu liczby mieszkańców i silnego wzrostu gospodarczego. Również w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii zużycie prądu pozostawało niższe niż w 2010 roku.
To sugeruje, że rosnąca efektywność energetyczna, zmiany struktury gospodarki i rozwój autokonsumpcji energii z OZE znacząco ograniczają wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną w rozwiniętych gospodarkach, a wzrost zużycia energii elektrycznej jest niższy niż zakładano w dotychczasowych prognozach.
Ryzyko błędnych decyzji inwestycyjnych
Jeśli prognozy zapotrzebowania będą oparte na zbyt optymistycznych scenariuszach demograficznych, może to prowadzić do nadmiernych inwestycji w infrastrukturę energetyczną - zarówno w nowe elektrownie, jak i sieci przesyłowe.
W dłuższej perspektywie oznacza to ryzyko powstania tzw. aktywów osieroconych, które będą wymagały wsparcia publicznego lub nie zwrócą się ekonomicznie. Jednocześnie niższe zużycie energii przyspieszy wzrost udziału odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym i obniży cenę energii dla odbiorców. Pod warunkiem, że będziemy energię elektryczną ze źródeł, które już ją wytwarzają, wykorzystywać bardziej efektywnie oraz w większym stopniu ją magazynować gdy jest jej w systemie pod dostatkiem.
Dlatego coraz więcej ekspertów podkreśla, że realistyczne prognozy demograficzne powinny stać się jednym z kluczowych elementów planowania transformacji energetycznej w Polsce.